Przyjazna szkoła

SOS specjaliści

Dziecko z cukrzycą w przedszkolu

Dziecko z cukrzycą w przedszkolu

Dziecko ma cukrzycę. Do przedszkola nie przyjmą


Agnieszka Drzewiecka
2011-02-05

Źródło: "Gazeta Wyborcza" Gorzów

Są w Gorzowie przedszkola, które nie chcą przyjmować dzieci chorych na cukrzycę, bo nie ma im kto podawać leków. Nauczyciel takiego obowiązku nie ma, a pielęgniarka w przedszkolu to rzadkość. Dzieci chore na cukrzycę są więc dyskryminowane. Po interwencji "Gazety" sprawą zajmie się miejska komisja oświaty.

Pięcioletnia Zosia Bladowska chodzi do przedszkola dzięki temu, że jej tata, przy ulicy obok, prowadzi sklep. Gdyby nie to, prawdopodobnie musiałaby zostać w domu: tata nie mógłby przychodzić codziennie do przedszkola, by podawać jej insulinę. Zosia ma pompę insulinową, dzięki której podawanie lekarstwa jest bardzo proste, ale nauczyciele nie są upoważnieni do wykonywania zabiegów medycznych. Mogą to zrobić jedynie pielęgniarki, ale ich w przedszkolu nie ma. - Gdy już naprawdę nie mogę przyjść, wtedy insulinę podaje nauczycielka, której wytłumaczyliśmy, jak ma to robić - mówi Piotr Bladowski, tata Zosi.

- W zasadzie nauczyciel nie może wykonywać takich zabiegów. Ale jakie mamy wyjście? Mamy Zosię wyrzucić z przedszkola? Ma być odizolowana od dzieci? - pyta Katarzyna Gawłowska, dyrektor Przedszkola nr 18 przy ul. Łużyckiej, gdzie uczęszcza Zosia.

Ten problem dotyczy nie tylko dzieci z cukrzycą, ale także z innymi przewlekłymi chorobami. - Gdy rodzice chcą zapisać dziecko do przedszkola, często już na wstępie rozmowy słyszą odmowę. W podstawówce jest inaczej, bo mamy obowiązek szkolny. To jest sytuacja tragiczna, bo coraz więcej dzieci choruje, a nie ma jasnych przepisów, które by ich wspierały - mówi Wanda Służewska z koła pomocy dzieciom z cukrzycą przy Towarzystwie Przyjaciół Dziecka.

Sprawdziliśmy, jak jest w gorzowskich przedszkolach. Podając się za rodzica dziecka chorego na cukrzycę, zadzwoniłam do jednego z przedszkoli w śródmieściu. - Nie mamy warunków. Nie ma osoby do opieki nad chorym dzieckiem - słyszę. Jedna z placówek na Górczynie: - Niestety, nie przyjmujemy dzieci z cukrzycą. Chyba że będzie pani przebywała wraz z dzieckiem w przedszkolu - słyszę w sekretariacie.

Sygnały o takich problemach trafiały do Elżbiety Radziszewskiej, pełnomocnika rządu ds. równego traktowania. W związku z tym w 2009 r. powołano specjalny zespół ds. dyskryminacji dzieci przewlekle chorych. Zespół wypracował nową interpretację przepisów dotyczących tego, kto może podawać leki dzieciom. Ustalono, że aby dziecko przewlekle chore mogło chodzić do przedszkola, wystarczy, że rodzice uzyskają zgodę od lekarza i przedstawią ją w placówce. Zespół wypracował instrukcję, jak zawierać porozumienie między rodzicami i personelem przedszkola, które umożliwi podawanie leków dzieciom przez nauczycielkę czy innego opiekuna. Materiały te trafiły do samorządów i kuratoriów.

Również MEN edukuje nauczycieli w zakresie opieki nad dzieckiem przewlekle chorym. Wydaje książeczki, które rozsyła do wszystkich przedszkoli, szkół, z opisami chorób i sposobów ich leczenia, przypominając, że chore dziecko ma takie samo prawo do wychowania przedszkolnego jak zdrowe.

Problem w tym, że niewielu nauczycieli chce podjąć się takiej odpowiedzialności. Choć ci, którzy się na to zdecydowali, jak Przedszkole nr 9 w Gorzowie, twierdzą, że dziecko z cukrzycą nie komplikuje pracy przedszkola. - To kwestia nastawienia i przeszkolenia personelu. A obsługi pompy insulinowej łatwo się nauczyć - mówi dyrektor Danuta Turłaj.

O tym, że idea porozumienia między rodzicami i nauczycielami nie rozwiąże problemu, wiedzą stowarzyszenia walczące z dyskryminacją oraz stowarzyszenia zrzeszające rodziców małych cukrzyków. Aby prawo dzieci do przedszkola było przez dyrektorów przestrzegane, chcą zmian przepisów.

- Jedynym rozwiązaniem jest zatrudnienie pielęgniarki w przedszkolach, w których są chore dzieci. Inaczej ciągle będziemy dyskryminowani - twierdzi Małgorzata Fidor z Wrocławia, redaktorka portalu dla rodziców małych cukrzyków Diabetica.pl. Jest mamą cukrzyka i sama usłyszała "nie" w dwudziestu przedszkolach.

Problem jest też znany Polskiemu Towarzystwu Prawa Antydyskryminacyjnego. Według dr Moniki Zimy, prawniczki z PTPA, winę za to ponosi źle skonstruowane prawo. - Wydaje się, że dyrektor przedszkola powinien przyjąć dziecko z chorobą przewlekłą. Ale prawo takiego obowiązku na niego nie nakłada. Powinny być jasne przepisy nakładające na dyrektora obowiązek zatrudnienia pielęgniarki albo zezwalające nauczycielom udzielania pomocy medycznej - tłumaczy dr Zima.

Bożena Sławiak, lubuska posłanka PO, która jest członkiem sejmowej komisji zdrowia, złożyła w tej sprawie interpelację: do MEN i MZ, i pełnomocnika rządu ds. równości. Zapytała, jak zamierzają rozwiązać ten problem w praktyce.

Zdaniem lubuskiego kuratora oświaty Romana Sondeja zatrudnienie pielęgniarki w przedszkolu nie powinno być problemem. - Nie widzę żadnych formalnych przeszkód. Skoro w szkołach pielęgniarki wykonują pewne usługi, to dlaczego nie w przedszkolach? - mówi kurator Sondej.

Jednak według dyrektora wydziału oświaty Adama Kozłowskiego zatrudnianie pielęgniarek byłoby zbyt kosztowne. - Jeśli rodzic słyszy w przedszkolu odmowę przyjęcia dziecka, powinien szukać innego rozwiązania, np. próbować skrócić pobyt dziecka w placówce, próbować dogadać się z dyrekcją szkoły. Trzeba szukać indywidualnych rozwiązań. Teraz to jedyna droga. Ale w przyszłości powinny pojawić się jakieś systemowe rozwiązania, bo dzieci chorych przewlekle jest coraz więcej - tłumaczy Adam Kozłowski, dyrektor wydziału edukacji w gorzowskim magistracie. Jakie? Zdaniem dyrektora to już jest zadanie rządu.

Może jednak pojawi się szansa, by problem rozwiązać bez zmian w prawie, o które i tak już od lat walczą bezskutecznie rodzice chorych dzieci.

Jakub Derech-Krzycki, przewodniczący komisji oświaty w gorzowskiej radzie miasta, chce wywołać w mieście dyskusję na ten temat.

- Problem może być w tym, że dyrektorzy i nauczyciele mają głębokie przekonanie, że nie mogą udzielać pomocy medycznej. Pewnie to też kwestia dobrej woli ze strony przedszkoli. To są sprawy do rozwiązania. Omówimy tę sprawę na najbliższym posiedzeniu komisji oświaty. Zaproszę kuratora i przedstawicieli oświaty, żebyśmy wspólnie wypracowali jakieś rozwiązanie - mówi radny Jakub Derech-Krzycki.


Pomóż innym !

Przyjaciele "Diabetici"

Pamięci Bożenki

Gościmy

Odwiedza nas 31 gości oraz 0 użytkowników.